|
Aliens i Avatar to zupełnie inne filmy. Pierwszy był mroczny, straszny i dotyczył konfrontacji ludzi z wrogim gatunkiem istot, które zaatakowały bazę. Avatar jest piękny, kolorowy i ludzie są bohaterami negatywnymi. Obce istoty żyją tu w zgodzie z naturą i bronią się przed głodnymi zysku ludźmi. Aliens to horror, a Avatar raczej film przygodowy z wątkiem miłosnym. 1. Pojawienie się Weaver uważam za dobry pomysł. Sprawdza się w filmach science fiction. Szufladkowanie nie ma sensu. Zresztą większość fanów Ripley ucieszyła informacja, że zobaczą ją w kolejnym filmie Camerona po 23 latach. |
Jak Cameron zerżnął z Obcego 2
Avatar , 31 grudnia 2009, 09:34Rozumiem podnietę na temat Avatara i nie będę się spierał, że kino to innowacyjne i wielkie, ale na szczęście mam prawo do własnego zdania, a zdanie to poprę kilkoma argumentami. Teza: James Cameron zerżnął z Obcego 2 robiąc swojego Avatara.
Argumenty na poparcie tezy:
1. Sigourney Weaver
Co tu dużo mówić? Aktorka ta nie jest flagową twarzą filmów tego reżysera. Już bardziej Michael Biehn czy Bill Paxton (obaj grali w wielu filmach JC), więc co robi w Avatarze Ann Ripley? Ano Cameron postanowił wdrożyć swój pomysł polegający na wzięciu tego, co dobre w Obcym 2 i wykorzystać to do granic wtrzymałości.
Nie zrozumcie mnie źle, ja po prostu uwielbiam serie Obcy i dlatego tak rozsierdza mnie auto-plagiat.
2. Kriokomory, maszyny kroczące itd. itp.
Niektóre "nowinki" technologiczne wyciągnięte rodem z Obcego 2. Latające statki bardzo przypominają taki jeden malutki stateczek z w/w filmu. Kriokomory na początku filmu oraz sposób ich ustawienia? Wyciągnięty wręcz z Obcego 2. O maszynach kroczących wręcz nie chce mi się nawet opowiadać, wspomnę jednak, że ta z pierwowzoru miała w sobie o wiele więcej realizmu niż te komputerowe niewiadomo co z Avatara.
3. Pani pilot, marines, stylistyka broni itd.
Pani pilot w okularach, wątek marines, nawet nie chce mi się rozwijać tego tematu.
4. Przybycie na obcą planetę, na której od lat działa platforma technologiczna, w jakiś sposób wypływająca na naturalne środowisko + zemsta natury na "złych" ludziach?
Nawet nie będę tego szerzej rozwijał.
----
Takich przykładów można by jeszcze mnożyć, ale nie widzę w tym sensu. Zapytałby kto: "Ale co w tym złego, że Cameron bierze to co dobre z poprzednich filmów i wykorzystuje to w Avatarze?". Ano nic złego by nie było, gdyby nie to, że robi to nieudolnie. Marines są zupełnie pozbawieni krwi i kości. Jest jeden czy dwóch na skraju rozpoznawalności, ale daleko im do członków drużyny w Obcym 2, gdzie conajmniej połowa, to byli ludzie rozpoznawalni i charakterystyczni. Niech wymienię tu Hicksa, Hudsona, Vasquez, Drake'a, Apone'a czy Gormana. Zamykam tu tylko listę ważniejszych twarzy, a są jeszcze bardziej poboczne, z których większość ma jakieś kwestie.
----
To tyle na temat plagiatu, ale chciałbym jednak jeszcze poruszyć kilka spraw związanych z Avatarem jako z niezależnym od innych filmów tworem.
Nie jestem zwolennikiem teorii, że dobry film powinien być śmieszny, ale uważam, że każdy film dla mas musi wręcz posiadać jakieś rozluźniające momenty. Mam oczywiście nadzieję, że nikt nie uważa Avatara za kino głębokie, bo przekaz jest prosty jak budowa cepa, a jego podanie nie wzbudza żadnych wątpliwości, czy choćby prosi się o cień przemyśleń. Dlaczego nie odbywały się co parę minut salwy śmiechu? Widownia zgromadzona obok mnie miała wymalowany głód radości na twarzach. Szczególnie, że poczucia humoru nie brakowało poprzednim filmom Camerona.
Jeszcze na temat wątpliwego przekazu Avatara. Jeżeli chcecie zobaczyć coś naprawdę fajnego z podobnych parafii, polecam Księżniczkę Mononoke, Nausicee z Doliny Wiatru oraz Laputa: Castle in the Sky. Wszystkie wymienione filmy w reżyserii Miyazakiego, znanego u nas z filmu W Krainie Marzeń (Spirited Away). Tam przekaz na temat ochrony życiodajnej energii planety, integracji z naturą oraz niszczenia życiodajnej aury to tematy przewodnie, ale w piękny, zawoalowany sposób, a nie w ten narzucający się wręcz brutalnie przedstawiony w Avatarze.
Na plus niewątpliwie należy zaliczyć montaż, część muzyki, "efekty specjalne" i "zdjęcia". Te jak zwykle u Camerona są na najwyższym możliwym poziomie i nie mam się tutaj do czego przyczepić. Dlaczego efekty i zdjęcia są w cudzysłowach? Mam nadzieję, że nie muszę tego tłumaczyć.
Gdzieś czytałem argument, przemawiający na korzyść Avatara, że Cameron nie wkłada nam rozwiązań do głowy, tylko pozostawia dowolność interpretacji. Otóż tłumaczy nam wszystko doskonale, tylko przyzwyczajeni kinem ostatnich lat spodziewamy się totalnego wytłumaczenia wszystkich zawiłości funkcjonowania Avatarów. Swoją drogą polecam film Gandahar (Light Years). Po seansie miałem wrażenie, że Cameron zasugerował się również trochę tym filmem. Jednakże to, co chciałem powiedzieć na temat tego filmu, to że dzieje się on w świecie równie bajkowym, co Avatar i nie stara się na siłę wytłumaczyć większości odbywających się w nim procesów.
Ostatnia rzecz, która mnie dziwi, to że udało mi się wykrzesać aż tyle słów na temat tak słabego filmu. Dowodem to jest na to, że Avatar przez długie lata będzie wzbudzał kontrowersje i na pewno nie zginie wśród blockbusterowej papki.
Na koniec nadmienię, że przedstawione opinie są jedynie moją oceną filmu Camerona i nie miałem intencji wywoływać flame'u, jeżeli tak by się stało.
|
Dodam jeszcze, że nie tylko sam splagiatował własny film (o czym piszesz) - złodziej jeden - ale jeszcze splagiatował Star Wars (obce planety, żołnierze, maszyny kroczące, piloci w okul... no dobra, w goglach, ale na jedno wychodzi), albo Matrixa (żołnierze, maszyny kroczące, piloci w okularach, kriokomory), a nawet trochę Top Gun (piloci w okularach, wątek miłosny). JBEANY PLAGIATOR!!!111!1!! :] |
Zaloguj się lub zarejestruj aby wziąć udział w dyskusji!
Lub jeśli masz konto na Facebooku, zaloguj się wciskając ten przycisk.