Jak Cameron zerżnął z Obcego 2
Artykuł zawiera spoilery!
Rozumiem podnietę na temat Avatara i nie będę się spierał, że kino to innowacyjne i wielkie, ale na szczęście mam prawo do własnego zdania, a zdanie to poprę kilkoma argumentami. Teza: James Cameron zerżnął z Obcego 2 robiąc swojego Avatara.
Argumenty na poparcie tezy:
1. Sigourney Weaver
Co tu dużo mówić? Aktorka ta nie jest flagową twarzą filmów tego reżysera. Już bardziej Michael Biehn czy Bill Paxton (obaj grali w wielu filmach JC), więc co robi w Avatarze Ann Ripley? Ano Cameron postanowił wdrożyć swój pomysł polegający na wzięciu tego, co dobre w Obcym 2 i wykorzystać to do granic wtrzymałości.
Nie zrozumcie mnie źle, ja po prostu uwielbiam serie Obcy i dlatego tak rozsierdza mnie auto-plagiat.
2. Kriokomory, maszyny kroczące itd. itp.
Niektóre "nowinki" technologiczne wyciągnięte rodem z Obcego 2. Latające statki bardzo przypominają taki jeden malutki stateczek z w/w filmu. Kriokomory na początku filmu oraz sposób ich ustawienia? Wyciągnięty wręcz z Obcego 2. O maszynach kroczących wręcz nie chce mi się nawet opowiadać, wspomnę jednak, że ta z pierwowzoru miała w sobie o wiele więcej realizmu niż te komputerowe niewiadomo co z Avatara.
3. Pani pilot, marines, stylistyka broni itd.
Pani pilot w okularach, wątek marines, nawet nie chce mi się rozwijać tego tematu.
4. Przybycie na obcą planetę, na której od lat działa platforma technologiczna, w jakiś sposób wypływająca na naturalne środowisko + zemsta natury na "złych" ludziach?
Nawet nie będę tego szerzej rozwijał.
----
Takich przykładów można by jeszcze mnożyć, ale nie widzę w tym sensu. Zapytałby kto: "Ale co w tym złego, że Cameron bierze to co dobre z poprzednich filmów i wykorzystuje to w Avatarze?". Ano nic złego by nie było, gdyby nie to, że robi to nieudolnie. Marines są zupełnie pozbawieni krwi i kości. Jest jeden czy dwóch na skraju rozpoznawalności, ale daleko im do członków drużyny w Obcym 2, gdzie conajmniej połowa, to byli ludzie rozpoznawalni i charakterystyczni. Niech wymienię tu Hicksa, Hudsona, Vasquez, Drake'a, Apone'a czy Gormana. Zamykam tu tylko listę ważniejszych twarzy, a są jeszcze bardziej poboczne, z których większość ma jakieś kwestie.
----
To tyle na temat plagiatu, ale chciałbym jednak jeszcze poruszyć kilka spraw związanych z Avatarem jako z niezależnym od innych filmów tworem.
Nie jestem zwolennikiem teorii, że dobry film powinien być śmieszny, ale uważam, że każdy film dla mas musi wręcz posiadać jakieś rozluźniające momenty. Mam oczywiście nadzieję, że nikt nie uważa Avatara za kino głębokie, bo przekaz jest prosty jak budowa cepa, a jego podanie nie wzbudza żadnych wątpliwości, czy choćby prosi się o cień przemyśleń. Dlaczego nie odbywały się co parę minut salwy śmiechu? Widownia zgromadzona obok mnie miała wymalowany głód radości na twarzach. Szczególnie, że poczucia humoru nie brakowało poprzednim filmom Camerona.
Jeszcze na temat wątpliwego przekazu Avatara. Jeżeli chcecie zobaczyć coś naprawdę fajnego z podobnych parafii, polecam Księżniczkę Mononoke, Nausicee z Doliny Wiatru oraz Laputa: Castle in the Sky. Wszystkie wymienione filmy w reżyserii Miyazakiego, znanego u nas z filmu W Krainie Marzeń (Spirited Away). Tam przekaz na temat ochrony życiodajnej energii planety, integracji z naturą oraz niszczenia życiodajnej aury to tematy przewodnie, ale w piękny, zawoalowany sposób, a nie w ten narzucający się wręcz brutalnie przedstawiony w Avatarze.
Na plus niewątpliwie należy zaliczyć montaż, część muzyki, "efekty specjalne" i "zdjęcia". Te jak zwykle u Camerona są na najwyższym możliwym poziomie i nie mam się tutaj do czego przyczepić. Dlaczego efekty i zdjęcia są w cudzysłowach? Mam nadzieję, że nie muszę tego tłumaczyć.
Gdzieś czytałem argument, przemawiający na korzyść Avatara, że Cameron nie wkłada nam rozwiązań do głowy, tylko pozostawia dowolność interpretacji. Otóż tłumaczy nam wszystko doskonale, tylko przyzwyczajeni kinem ostatnich lat spodziewamy się totalnego wytłumaczenia wszystkich zawiłości funkcjonowania Avatarów. Swoją drogą polecam film Gandahar (Light Years). Po seansie miałem wrażenie, że Cameron zasugerował się również trochę tym filmem. Jednakże to, co chciałem powiedzieć na temat tego filmu, to że dzieje się on w świecie równie bajkowym, co Avatar i nie stara się na siłę wytłumaczyć większości odbywających się w nim procesów.
Ostatnia rzecz, która mnie dziwi, to że udało mi się wykrzesać aż tyle słów na temat tak słabego filmu. Dowodem to jest na to, że Avatar przez długie lata będzie wzbudzał kontrowersje i na pewno nie zginie wśród blockbusterowej papki.
Na koniec nadmienię, że przedstawione opinie są jedynie moją oceną filmu Camerona i nie miałem intencji wywoływać flame'u, jeżeli tak by się stało.
Zaloguj się aby skomentować
umbrin
Aliens i Avatar to zupełnie inne filmy. Pierwszy był mroczny, straszny i dotyczył konfrontacji ludzi z wrogim gatunkiem istot, które zaatakowały bazę. Avatar jest piękny, kolorowy i ludzie są bohaterami negatywnymi. Obce istoty żyją tu w zgodzie z naturą i bronią się przed głodnymi zysku ludźmi. Aliens to horror, a Avatar raczej film przygodowy z wątkiem miłosnym.
1. Pojawienie się Weaver uważam za dobry pomysł. Sprawdza się w filmach science fiction. Szufladkowanie nie ma sensu. Zresztą większość fanów Ripley ucieszyła informacja, że zobaczą ją w kolejnym filmie Camerona po 23 latach.
2. Statki i maszyny różnią się zdecydowanie od tych z Aliens i nie ma mowy o jakimś plagiacie. W Obcym nie było latających pojazdów bojowych i maszyn kroczących. Ładowarka służyła tylko do transportu niewielkich ładunków i trudno ją porównywać z mechami w Avatarze.
3. Cameron skorzystał z najlepszych, własnych wzorców. Zresztą w Aliens w większości występowały strzelby impulsowe.
4. W Aliens planeta była ponura, kamienista bez flory i fauny, a ludzie po prostu skolonizowali tą planetę. W Avatarze jest korporacja wydobywcza, która próbuje zniszczyć dla korzyści materialnych nastawioną pokojowo rasę, żyjącą w rajskiej scenerii.
popydo
Dodam jeszcze, że nie tylko sam splagiatował własny film (o czym piszesz) - złodziej jeden - ale jeszcze splagiatował Star Wars (obce planety, żołnierze, maszyny kroczące, piloci w okul... no dobra, w goglach, ale na jedno wychodzi), albo Matrixa (żołnierze, maszyny kroczące, piloci w okularach, kriokomory), a nawet trochę Top Gun (piloci w okularach, wątek miłosny). JBEANY PLAGIATOR!!!111!1!! :]
pozor
Wyrazilem tylko swoja opinie, a tego typu komentarze sa raczej charakterystyczne dla forum filmwebu, na ktore zapraszam szanowsnego Pana.
michuk
ROTFL :>>
umbrin
No i "Czas apokalipsy" - dżungla...
Oferma
i Wiedźmina - efekty komputerowe...
n_n
Gówno prawda bo niczego nie splagiatował. "prochu nie wymyślisz" i w każdym filmie doszukasz się czegoś co już było w innym.
pozor
oooo, filmaster zmienia sie w filmweba? Borysie! Zrób coś :)
michuk
Hmm mogę w sposób srogi spojrzeć na n_n. Myslisz, że wystarczy? Swoją drogą, jeśli piszesz "zerżnął" to nie powinna się dziwić odpowiedź "gówno prawda" :)
pozor
Przyjmuje i szanuje michuk :) A moglo byc tak film.org.pl'owo :) Szkoda
lapsus
Całe szczęście, że Pozor nie zapomniał wstawić przyimka "z" w tytule :/ (użyłem emotikona domyślnie - ma on oznaczać "czy Pozor chciał wstawić przyimek "z", czy też nie - nie wiem, ale mam podejrzenia, że jednak miało go tam nie być").
n_n
prawda w oczy kole?
michuk
kole raczej gówno prawda
n_n
Nie napisałem słów których byś nie znal i nie używał :)
Habdank
@n_n: Rzeknę Ci jak brat: sądzę, że nie chodzi o słowa jakich używasz, a sposób w jaki odnosisz się do opinii innych. Na Filmasterze staramy się szanować kolegów i koleżanki. A teraz bądź grzeczny i przeproś kolegę :-)
n_n
@Habdank a za co i kogo mam przepraszać skoro nikogo nie obraziłem? Jedyne co zrobiłem "złe" to że użyłem słowa potocznie uznanego za bluźnierstwo, i za to mogę przeprosić.
PRZEPRASZAM ZA SŁOWO, OPINIE SWOJĄ PODTRZYMUJE
Habdank
Oczywiście, masz prawo do własnej opinii, nawet powiedziałbym "good for you!". A rzecz w tym, żeby nie kwitować opinii innych wyrażeniami typu: "Gówno prawda", bo to obraźliwe i agresywne. Nawet jeśli tak myślisz, staraj się wypowiadać na poziomie, a im więcej argumentów wytoczysz, tym lepiej. I trochę szkoda, że tak fundamentalne elementy etykiety trzeba dyskutować.
n_n
@Habdank tak, masz racje że użyłem nieodpowiedniego słowa i za to przepraszam. Jak już pisałem: resztę podtrzymuje, uważam że użyłem bardzo sensownego argumentu że prochu nie wymyślisz, to już jest, będzie wykorzystywane i tym sposobem plagiat znajdziesz wszędzie.
pozor
Narzędzie erystyki, którego nieopatrznie użyłeś nie ma tutaj niestety zastosowania. Rozumiem Twój argument, ale on jest również dobry do zastosowania przy recenzowaniu meczy piłkarskich. Bo w końcu po co oglądać sport, skoro już wszystko wiadomo? A właśnie nie wiadomo, bo to te subtelności, które czynią grę wielką świadczą o jej wartości. Moja opinia nie uderza w Camerona, którego uwielbiam, ale godzi w jego film pt. Avatar, którym gardzę na większości płaszczyzn.
doktor_pueblo
@pozor: skoro wszystko już niby było i jest "zerżnięte", to czemu tak wielu ludzi uważa Avatar za innowacyjny film? Trochę się to rozumowanie kupy nie trzyma.
To że Avatar zręcznie manipuluje istniejącymi w kinie schematami to oczywista prawda, ale zapewniam Cię, że Twoją argumentację można by równie dobrze zastosować do "Obcego 2", również dowodząc, że jest "zerżnięty" z innych filmów. O "Titanicu" nie wspominając...
aiczka
Moim zdaniem wiele osób ocenia wysoko "innowacyjność" Avatara ze względu na zastosowanie techniki 3D do nakręcenia naprawdę pełnometrażowego filmu w dużej mierze składającego się z komputerowych efektów specjalnych. Po prostu takich filmów wciąż jeszcze jest niewiele.
Nawiasem mówiąc, w rankingu Filmastera jest pod względem innowacyjności dopiero 71, daleko za "Metropolis" i "Matrixem"...
Esme
To piłka nożna ma jakąś wartość? :P
Mimo wszystko teza mówiąca o tym, że Avatar jest skórą ściągniętą z Obcego 2, jest nie do obronienia. Co z tego, że są wspólne elementy? Essential Killing i Truposz oba są o uciekających rannych ludziach - czy to znaczy, że jeden jest bezczelnym plagiatem drugiego?
n_n
Na upartego plagiat znajdziesz wszędzie. @pozor - tak, masz racje to jak zakończy czy jak się rozegra mecz nie wiadomo, można się domyślać.
Ale to już było - granie w piłkę.
Tak samo filmy, to jak zakończy czy jak się rozgrywa nie wiadomo, można się domyślać.
np. AVATAR = ufoludki, etc - to już było.
pozor
Wszyscy mowicie z sensem. To moze ujme to inaczej - ogladajac Avatara mialem nieustajace uczucie deja vu. Gdybym Was zapytal co dokladnie czujecie, kiedy macie deja vu, to co byscie powiedzieli? To tak jakby przez chwile czlowiek wszedl na troche inny poziom swiadomosci. Troche przerazajace i jednoczesnie fascynujace. U mnie wlasnie tak bylo z Avatarem. Mialem wrazenie, ze Cameron powiela swoje sprawdzone pomysly. A to ze uwazam Avatara za gniota tez nie pomaga :) Nie obrazajcie sie fani Avatara... ot mam slaby gust i nie umiem docenic tego dziela.
pozor
Z drugiej strony lepszy Avatar niż Inepcja ;)
Esme
Teraz to dopiero udowodniłeś swój słaby gust. Incepcja ma przynajmniej krzynę inwencji na poziomie scenariusza a jeśli chodzi o montaż to Cameron nie jest godzien całować butów Nolanowi...
I proszę mi tu bezpodstawnie nie sugerować, że lubię Avatara, bo strzelę focha. ;)
doktor_pueblo
No, a ja np. uważam Avatar za ciekawszy film niż Incepcja i co mi Esme zrobisz? :P
umbrin
A mnie się podobają obydwa. Uważam, że wniosły coś nowatorskiego do kina rozrywkowego. Oba są znakomite od strony technicznej, a ich scenariusze są ciekawe jak na kino fantastyczne, chociaż kompletnie różnią się między sobą. To prawda, że Avatar jest zlepkiem wielu wcześniejszych filmów, ale ta mieszanka jest sporządzona wzorowo. Incepcja zaś jest doskonałym przykładem, że można myśleć podczas oglądania kina akcji i po wyjściu z kina.
pozor
Pozwolę sobie nie zgodzić się z opinią na temat Incepcji i nie poprzeć tego żadnym argumentem :)
Esme
@Doktorze nic nie zrobię. Nec Hercules contra plures, co dopiero jakaś Esme. Mogę Cię tylko zacząć nazywać fanem Avatara ;P
@umbrin Scenariusz do Avatara to wg. mnie nic ciekawego. Gdyby nie efektowna realizacja, wynudziłabym się jak mops.
n_n
A wiecie co jest najlepsze? To ze każdy tu ( ja też ) określa co ukradli, co skopiowali, etc.
A po co?
Skoro filmy oglądamy z przyjemności a nie pracy, to jedyne zdanie jakie powinniśmy wyrazić po obejrzeniu go to uznać czy nam się podobał czy nie.
pozor
I shot you down bang bang you hit the ground bang bang ;)
doktor_pueblo
Zastanawiałem się ostatnio długo, jak to możliwe, że ja akurat nie czepiam się scenariusza Avatara, mimo że jak wiadomo zasadniczo hollywoodzkich scenariuszy się czepiam. Nie żebym oczywiście uważał ten scenariusz za wybitny (nie w tym siła Avatara), ale jakoś mi mocno nie przeszkadza.
Wychodzi mi na to, że decydujące są dwie rzeczy. Ja uwielbiam w kinie oryginalność i schematyczne hollywoodzkie scenariusze mnie denerwują. Oczywiście scenariusz Avatara jest sztampowy, ale z mojej perspektywy ani mniej ani bardziej niż 90% kina z Hollywood. Zupełnie szczerze, z ręką na sercu, powiem Wam, że dla mnie nie ma wielkiej różnicy jeżeli chodzi o wtórność scenariusza "Avatara" i "Jak zostać królem". Oba opowiadają oklepaną historyjkę (na nowy sposób), ale jakoś w przypadku Avatara wiesza się psy, a w przypadku "Jak zostać królem" śpiewa się pochwalne psalmy. Ja tego nie kumam, więc prostestuję w obu przypadkach, bo w obu moim zdaniem dochodzi do przegięcia w ocenie (tylko że w różną stronę). Avatara uważam za dużo lepszego od Jak zostać królem ze względu na dużo ciekawszą warstwę plastyczną. Fabuła jest w obu nudna i przewidywalna.
Druga rzecz jest taka. Otóż uważam, że wszyscy Ci którzy zarzucają Avatarowi to że jest kopią Pocahontas (czy Obcego 2) popełniają gruby błąd. To nie kopia tych filmów, tylko dużo bardziej oklepana historia. W tej notce pisałem, że Avatar odtwarza popularny w kinie motyw przyjścia Mesjasza. Ale tak naprawdę to wzorzec kulturowy jeszcze starszy. Avatar opowiada po raz kolejny historię, która pojawia się chyba w każdej kulturze - księcia, który początkowo jest odrzucony przez społeczność, ale wraca i ratuje królestwo zdobywając szacunek króla i rękę pięknej księżniczki. Takie bajki opowiadają sobie w każdej szerokości geograficznej, a Cameron opowiedział ją po prostu kolejny raz. W przypadku tak starych archetypów kulturowych nie ma co się obruszać na wtórność - one są wtórne z definicji.
I dlatego akurat w Avatarze sztampowość scenariusza mnie nie boli. Koncentruję się na tym JAK opowiedziano tę starą historię. A opowiedziano pięknie.
Esme
No cóż, widocznie na mnie ta warstwa plastyczna nie urzekła tak bardzo jak Ciebie, bo Avatar ma u mnie 6, a Królewska Pogadanka 7 za to, że jest dobrze zagrana i bywa zabawna. Psalmów sobie nie przypominam, żebym śpiewała. Możesz mi mówić Niewzruszona Esme ;)
A jeśli chodzi o Mesjaszów, kazdy jeden z pozostałych wymienionych przez Ciebie w notce jest bardziej atrakcyjny niż ten cukierek w 3D.
pozor
Zgadzam się z Twoją opinią, że Avatar opowiada klasyczną historię w nowatorski sposób. Sposób to jednak z mojego punktu widzenia tak dogłębnie nudny, że w tym względzie zdania zmienić nie mogę. Ot wynudziłem się na seansie potwornie, podczas gdy na Jak zostać królem żywo reagowałem na to, co się dzieje na ekranie.
umbrin
Zgadzam się z każdym zdaniem doktorze. Ja obejrzałem Avatara z przyjemnością nie raz. Do Jak zostać królem drugi raz się nie zmuszę.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook